A teraz coś lżejszego. Przedostatnia część cyklu o polaroidach będzie o moim ulubionym Helmucie Newtonie. Na początku lat 90. ubiegłego wieku Schirmer / Mosel wydał album "Pola Woman" zawierający polaroidy uroczego niemieckiego świntucha. Od tamtej pory książka była wielokrotnie wznawiana. Nie jest to pozycja wybitna, ale Helmut Newton to pewnego rodzaju samograj na rynku fotograficznym - od pewnego momentu swojej kariery wszystko, czego dotknął, zamieniało się w złoto. Dlatego "Pola Woman" to dodatek do pozostałych, poważniejszych zbiorów prac fotografa. Dodatek równie bezpretensjonalny, jak amatorska polaroidowa fotka.
Fotograficzny notatnik
"Pola Woman" to książka dokładnie taka, jak jej okładka - świetna dizajnersko, trochę tandetna, trochę brzydka, momentami wręcz odpychająca (w najlepszym tego słowa znaczeniu - załóżmy, że "odpychający" może być komplementem... :-) Na mnie działa tak (wciąż mowa o okładce), jak na większość osób wypadek samochodowy, od którego trudno oderwać wzrok, mimo że patrzenie boli. Mój egzemplarz jest dodatkowo lekko podniszczony (kupiony na przecenie zdaje się), co dodaje mu uroku i świetnie pasuje do niedbałych, często również zniszczonych zdjęć zamieszczonych w środku. A tam zarówno fotki ciekawostki (ze starych sesji dla "Vogue'a" czy reklam YSL), jak i wglądówki ze słynnych projektów - jak choćby "Big Nudes" czy seria z manekinami w krajobrazie miejskim. Tematyka jak to u HN - akty, moda. Co ciekawe, mimo że kolekcje widoczne na fotografiach są już rozbrajająco démodé (najwyraźniej jeszcze nie wróciły do łask), same zdjęcia się nie zestarzały. A nawet jeśli, to tylko trochę.
W krótkim wstępie do książki Newton pisze o poczuciu, że często polaroidowe szkice mają więcej życia i spontaniczności niż późniejsze "poważne" zdjęcia na "prawdziwym" filmie. Fotograf opowiada jak to polaroidy pomogły mu podczas pracy nad cyklem "The Naked and the Dressed", w którym fotografie były zestawione w dyptyki - z modelkami w ubraniach i bez. Dowiadujemy się też, jak o mały włos nie został wyrzucony z pewnego hotelu za potajemne fotografowanie rozebranych modelek (bez wiedzy dyrekcji - zresztą później, kiedy zdjęcia ukazały się w "White Women", na pewien czas stał się persona non grata w tym hotelu).
Nie dla wszystkich
Nieprzykładanie wagi do polaroidów i rozdawanie ich znajomym sprawiły, że wiele ciekawych prac zniknęło. Ale to, co trafiło do "Pola Woman", stanowi bardzo fajny zapis sposobu pracy Newtona i pozwala zajrzeć za kulisy kilku słynnych sesji. Poza tym to po prostu zbiór szkiców (często bardzo ciekawych - moje ulubione zdjęcie znajduje się na stronie 62), często opatrzonych notatkami. Ale mimo surowości tych fotek trudno się oprzeć wrażeniu, że coś w nich jest. Może właśnie ta spontaniczność pierwszego pomysłu i brak zahamowań związanych z pracą nad ostateczną formą zdjęcia? W każdym razie dla mnie "Pola Woman" to album nie tylko dobry fotograficznie, ale też niezwykle ciekawy i pouczający (ha! kto by pomyślał, że w kontekście HN padnie przymiotnik "pouczający"...). Zdaję sobie natomiast sprawę, że kogoś, kto nie gustuje w twórczości HN, może porządnie znudzić. Odpuszczenie sobie tej książki nie zuboży w znaczący sposób edukacji fotograficznej danego delikwenta (jeśli w ogóle), ale jeśli ktoś lubi czasem spojrzeć znanemu fotografowi na ręce i ma ochotę na kilka chwil bezpretensjonalnej radochy tworzenia - polecam.
A czemu "Pola Woman"? Bo, z wiadomych względów, na zdjęciach są same kobiety. Poza autoportretami HN, oczywiście.
Aha, jeszcze ciekawostka - na 175 ilustracji tylko 74 są w kolorze. A dam głowę, że większości osób polaroidy kojarzą się wyłącznie z kolorem.
Helmut Newton "Pola Woman"
liczba stron: 152
format: 229 x 300 mm
okładka: miękka
cena: ok. 90 zł
Schirmer / Mosel
2008/01/18
Helmut Newton "Pola Woman" - polaroidy, cz. 4
Autor:
elkac
o
21:29
0
komentarze
Etykiety: fan klub hn, fotografowie, książki, polaroidy
2007/12/15
A propos Helmuta

Będę unikał takich czysto informacyjnych postów, ale tym razem nie mogłem się powstrzymać. Nakładem wydawnictwa słowo / obraz teoria ukazała się właśnie "Autobiografia" Helmuta Newtona. Jak wynika z prezentacji zamieszczonej na stronie oficyny, książka jest bogato ilustrowana - zarówno zdjęciami, z których autor słynie, jak i pamiątkowymi fotkami. Dwie trzecie zajmuje biografia, reszta to obrazki i komentarz Newtona w rozdziale "Moje fotografie". Zapowiada się ciekawie - przynajmniej dla miłośników prac niemieckiego świntucha. Pomysł na gwiazdkowy prezent?
Jak tylko książka trafi w moje ręce (czytaj: kiedy skończy się szał przedświątecznych zakupów), na pewno napiszę o niej coś więcej.
Helmut Newton "Autobiografia"
liczba stron: 308
format: 165 x 235 mm
okładka: miękka
cena: 55 zł
słowo / obraz terytoria
Autor:
elkac
o
15:17
0
komentarze
Etykiety: fan klub hn, fotografowie, książki
2007/12/11
"Wanted: Helmut Newton, Larry Clark & Ralph Gibson" - cz. 1
No dobra, z ledwie zauważalnym, dwumiesięcznym poślizgiem - zaczynamy. Oczywiście, wbrew głównemu założeniu mono[foto]grafii, na pierwszy ogień w żadnym wypadku nie mogła pójść książka (broń Boże...). Właśnie wróciłem z kilkudniowego wypadu do Berlina, podczas którego udało mi się obejrzeć kilka ciekawych wystaw (dokładnie trzy) i to nimi zainauguruję niniejszego bloga. Na początek - Muzeum Fotografii i przygotowana przez Fundację Helmuta Newtona wystawa "Wanted: Hemut Newton, Larry Clark, Ralph Gibson".
Na razie napiszę tylko o newtonowej części, bo: a) pozostałe dwie muszę jeszcze przetrawić i b) nadal nie mogę znaleźć przekonującego wspólnego mianownika dla zdjęć Newtona, Clarka i Gibsona.
"Helmut Newton's Illustrated"
okładka "Helmut Newton's Illustrated No 2", 1987, fot. Helmut Newton
To tytuł czasopisma, które Newton tworzył w latach 1987-1995. Ukazały się cztery numery zatytułowane kolejno: "Sex and Power", "Pictures from an Exhibition", "I Was There" oraz "Dr. Phantasme". I to właśnie zdjęcia z tych publikacji składają się na zestaw prac pokazanych w ramach "Wanted". W trzech pomieszczeniach powieszono kilkadziesiąt powiększeń łącznie z okładkami - zostały zebrane i pokazane w tej formie po raz pierwszy. Oglądamy zdjęcia niemal wyłącznie czarno-białe, czasem pokazujące rezultaty sesji, innym razem ukazujące jej kulisy, a jeszcze kiedy indziej ewidentnie prywatne ujęcia zrobione przy okazji. W "Helmut Newton's Illustrated" pojawiały się prace, które miały niewielkie szanse na publikację w komercyjnych czasopismach czy włączenie w kampanie reklamowe. Pełna wolność autora umożliwiła tworzenie specyficznych zestawów - mocnych, bezpośrednich, ale jednocześnie bardzo szczerych.
Blichtr i dekadencja mieszają się ze zwyczajną codziennością, większość zdjęć odbiega od sterylnych kompozycji znanych z pozostałej twórczości Newtona. Pięknie oprawione, idealnie odbite prace drażnią oko, któremu eleganckie wnętrza galerii pozwoliły opuścić gardę. Nie mogło się obyć bez odrobiny humoru - świetne są podpisy pod zdjęciami (poza fotografią to jedyny składnik "Helmut Newton's Illustrated") - jak tu się nie uśmiechnąć, czytając np. "Fat Hand with Dollars, Monte Carlo 1986".
Z historycznego punktu widzenia, newtonowa część "Wanted" pokazuje, jak wiele współczesna fotografia modowa i reklamowa zawdzięczają temu berlińczykowi, który przez długi czas bardziej czuł się Australijczykiem niż Niemcem.
A propos galerii - warto ją odwiedzić dla samego wnętrza i sposobu oświetlenia zdjęć. Budynek ma prawie sto lat i mieści się na tyłach dworca Zoo. Pierwotnie było w nim wojskowe kasyno, teraz ma w nim siedzibę Fundacja Helmuta Newtona i Muzeum Fotografii (na drugim piętrze - chwilowo nieczynne). Rewelacyjne schody na piętro, wyłożone czerwoną wykładziną (hollywoodzki sznyt), i gigantyczne heroiny z "Big Nudes" rozwieszone pod sufitem witające zwiedzających natychmiast wprowadzają w odpowiedni nastrój. Ale największe wrażenie robi światło. Światło, które odbiera się jak równe oświetlenie w pochmurny dzień, kiedy niebo jest zasnute mleczną, półprzepuszczalną zasłoną. Wraz z ascetycznym wystrojem sal wystawowych tworzy nastrój skupienia i bezgłośnej kontemplacji - mocno kontrastującej z tematyką zdjęć Newtona. (Oczywiście nie przeszkadzają liczne skórzane kanapy, na których można odpocząć między jedną a drugą wystawą).
Ołtarzyk dla Helmuta
Jak już wspomniałem, mam słabość do Helmuta Newtona, dlatego wystawa zajmująca dolną część muzeum trochę mnie rozczuliła. Od progu ekspozycji zatytułowanej "Private Property" wita nas gospodarz, a właściwie bohater - jak żywy i do tego w skali 1:1 (patrz zdjęcie). Na pierwszy rzut oka można się pomylić.
A potem: plakaty, kalendarze (niektóre wykonane na zamówienie niesamowitych klientów - przykładów brak, bo nie zapisałem), zdjęcia pamiątkowe, pierwsze publikacje w czasopismach ilustrowanych, akcesoria, które znamy z jego zdjęć (nie zabrakło wyjątkowo wysokich szpilek), aparaty fotograficzne (od dwuobiektywowych rolleifleksów, przez polaroidy, po Pentaksa LX z kilkoma szkłami), notatniki, listy, pierwsze wydania albumów, zawartość biblioteczki (w tym oryginał "Images à la Sauvette" HCB!), kilka zestawów ubrań na manekinach (jeden nawet ze skarpetkami :-), samochód. Ale największe wrażenie robi pokój Newtona odtworzony z dokładnością do najmniejszych szczegółów - jest nawet sekslala zapakowana w pudełko i rzeźba golaski stojącej na rękach. Wszystko z przymrużeniem oka i bez zadęcia, ale chyba wierne osobowości niemieckiego świntucha, który tak bardzo nie lubił się zbytnio oddalać od hotelu, w którym akurat pomieszkiwał.
Jak widać, w tym wypadku nie mam zbyt obiektywnego podejścia, ale daj Boże, żeby wszystkie wystawy "ku czci" były tak lekkie i bezpretensjonalne.
***
Nie mógłbym też pominąć znakomitej księgarni - nie wiedzieć czemu, ale mnie przyprawiła o hiperwentylację (to chyba nadmiar wrażeń i konieczność dokonania wyboru...). Poza ogromnym wyborem książek nowych i starych ma też taką zaletę, że (jak zauważył mój drogi przyjaciel M.) jest czynna również w święta narodowe, kiedy to wszystko inne w Niemczech zamknięte na trzy spusty. Gorąco polecam, ale najlepiej z grubym portfelem lub złotą kartą kredytową w garści.
***
Wystawa "Wanted: Helmut Newton, Larry Clark & Ralph Gibson" będzie czynna do 3 lutego 2008. Muzeum i siedziba fundacji mieszczą się przy Jebensstrasse 2 (stacja U- i S-Bahn Zoologischer Garten, wyjście Jebensstrasse).
Wjazd: 6 euro.
Godziny otwarcia:
wtorek-niedziela (poza czwartkiem) 10-18
czwartek 10-22
Uwaga: od 4 lutego 2008 r. do początku czerwca 2008 r. muzeum będzie nieczynne (remont).
Fundacja Helmuta Newtona
Muzeum Fotografii w Berlinie
Autor:
elkac
o
23:32
1 komentarze
Etykiety: berlin, fan klub hn, fotografowie, wystawy
